od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009
Blog > Komentarze do wpisu

Co w sercu, to na języku i logopeda, czyli pożegnanie ze smoczkiem

Wizyta u logopedy. Jeszcze nigdy, nigdy w życiu nie widziałam, żeby komuś tak szybko i gwałtownie zmieniał się wyraz twarzy. Jak w horrorze. Albo w eksperymencie doktora Tronicka, który unaocznił mi, jak bardzo moje emocje wpływają na Dzidka.

Pani logopeda patrzy teraz na Dzidka surowym wzrokiem, stawia przed nim koszyk z zabawkami. Mówi głośno i wyraźnie, umalowane tłustą szminką wargi obnażają równe, ostre zęby. To ta sama pani, która każe mówić do dziecka "jak do Murzyna".

- Juniorze, wyciągnij proszę pieska. Gdzie jest piesek?! Piesek gdzie?! PJJJEEESEK! PJESSSSEK!- syczy pani z wielkim uśmiechem, tak się śmieje, że aż łezki jej się w oku kręcą.

Junior patrzy na panią dziwnie, że jak to ona nie wie, gdzie jest piesek, przecież jak wół leży, wystarczy sięgnąć, o.

- Pjjjesek gdzie? Daj mi pppppieska! - uśmiecha się szeroko pani, jako profesjonalistka akcentując każdą jedną głoskę. W tej samej sekundzie odwraca do mnie głowę, a jej twarz tężeje. Kąciki opadają, brwi też, cała twarz grawituje ku powadze i surowości.

- Dziecko nie rozumie poleceń! W tym wieku, a nie rozumie! Pieska nie widzi!

- Widzi, widzi, wszystko rozumie, po prostu dziwi się, że pani nie wie, gdzie jest pies, a on tu leży, pod nosem, o, nie można go nie zauważyć.

- Pjjjjesek, gdzie jest pjjjjesek? - syczy znów pani do Dzidka, z uśmiechem pełnym obłędnego błysku zębów.

Junior wzdycha i podaje jej pluszowego psa. No dobra, niech jej będzie! I natychmiast zaczyna ujadać. Hau, hau, hau! Hau, hau, hau!

- Dobrze, a teraz podaj mi misia. Miiiiisia!

- Hau, hau, hau!

- Miiiiiisia. Gdzie jest mmmmmmiiiiiiiś?!

- Hau, hau, hau! - na tym etapie Dzidek jest już bardzo rozbawiony i szczeka aż do bezdechu. Boże, może on ma wściekliznę?

- Misia pokaż! Miiiiiiś!Miiiiiś! Gdzie! jest! miiiiś?! - woła pani, zupełnie jak w wakacje wołali ci inni na Krakowskim Przedmieściu (gdzie! jest! krzyż? gdzie! jest! krzyż?)

- Mimi! Mimi! Mimi! - woła rozradowany Dzidek i wymierza miśkowi siarczysty policzek.

- Przejawy agresji. No cóż. - pani znów ma twarz żandarma na ciężkiej służbie. Ułamek sekundy później posyła Dzidkowi szeroki uśmiech i wdzięczymy się obie, prosząc dziecko o kolejne zabawki. Dzidek patrzy na nas jak na idiotki i podaje, choć to naprawdę żenujące, żeby małe dziecko obsługiwało dwie dorosłe baby.

- A lala? Gdzie lala? Daj mi lalę! Lala!!!

Dzidek patrzy na nią niepewnie. Uśmiecha się Moną Lisą. Nie wie, o co chodzi.

- Lala! LA-LA! LA-LA!!!! - skanduje pani logopeda, usiłując skierować wzrok dziecka na gołą, biuściastą lalkę Barbie, z potarganymi włosami i pogryzioną nogą.

Konsternacja.

- LA-LA! Daj LA-LĘ! LA-LĘ!

Martwi się Dzidek i frasuje - o co tej kobiecie chodzi? Nagle syn wypala:

- Hau, hau! Hau, hau! - i zaczyna klepać się po udzie, bo się dowcip udał.

Ale pani się nie śmieje. Znów jest żandarmem.

- Dziecko nie rozpoznaje zabawek. To smutne. To bardzo smutne.

Ale mi nie jest smutno ani trochę. Nie rozpoznaje, bo w życiu lalki nie widział. A szczególnie takiej Barbie po przejściach. Zresztą, czy trzeba wymagać od faceta, żeby znał się na lalkach, jeżeli akurat nie jest Frankiem Zappą?

Pani się poddaje. Chowa zabawki do koszyka. Dzidek nie chce oddać piłki. Misia też nie. Niczego nie chce oddać. Siłujemy się we troje. Dzidek przegrywa. Jesteśmy umordowane i zirytowane, a Dzidek szlocha.

- A w ogóle, to pani coś powiem! - na koniec wypala logopeda.

- Taaak?

- Pani dziecko ma krzywy zgryz! O!

- Jak to?!

- A tak to! To znaczy będzie miał, bo mu się powoli robi, to znaczy może się zrobić. Czy pani daje mu jeszcze smoczek?

- Nnnnoooo.... Czasem.... Do snu tylko.... Rzadko bardzo....

- No właśnie! - triumfuje pani - to od tego! I pewnie jeszcze mleko z butelki pija?

- Nnnoooo.... Czasem.... Do snu tylko.... Rzadko bardzo.... - mam ochotę zapaść się pod brudny dywan w gabinecie.

- No to niech mu pani nie daje. Pożegnać się ze smokiem. Natychmiast. Kontrola za pół roku, rok. Do widzenia.

I wróciliśmy do domu. Patrzyłam na Dzidka z boku, z góry, pod światło, że czemu niby krzywy ryj ma mieć. No nie ma.

Wieczorem rzuciliśmy się z M. do biblioteki, przeczytaliśmy z pięć książek o pożegnaniu ze smoczkiem, w żadnej nie było nic mądrego. Rzuciliśmy się do internetu i żyć się nam odechciało. Zadzwoniliśmy do rodziców, spotkał nas szyderczy śmiech: No to teraz czekają was ciężkie czasy! Odzwyczaić od smoczka bardzo trudno. Współczucia, hehehe!

Jako rodzice partyzantcy, nie namyślając się zbyt długo, chwyciliśmy za nożyczki i obcięliśmy gumową część smoczka. Dzidek dostał do pyska wyłącznie plastikową nasadkę, bez spokojogennego, błogosławionego gumowego instrumentarium.

Podniósł wysoko brwi, wypluł smoka, obejrzał z każdej strony i pogodzony ze swym losem zamontował go sobie ponownie. Potem całą noc budził się i ryczał, a my z nim. Co godzina, cała rodzina, zalewała się łzami bezsilności.

Ale to tylko jedna noc. Następnej, Dzidek uznał, że nie zniży się do poziomu niemowlęcia i nie będzie ryczał z powodu uszkodzonego smoczka. I zasypia teraz dzielnie, jak mężczyzna. Nie grozi mi już koszmar każdej matki, że dziecko nie będzie mogło rozstać się ze smokiem do Bóg wie kiedy.

Czyli w tym tygodniu jego świat poszerzył się o dwie nowe umiejętności.

Umie wskazać, że długonoga, potargana blondyna z gołym biustem to "lala". No i ukończył kurs "Stress management dla zaawansowanych".

 

środa, 23 listopada 2011, czula_b

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: dana_meadbh, *.spray.net.pl
2011/11/24 06:47:51
Nie lubię logopedów. Mój syn (aktualnie 2 lata 3 miesiące) nie chce gadać. Czasem wyrwie mu się pojedyncze słowo. Ma za to bogaty język gestów. Pani l. na to, że jest upośledzony, bo się nie "komunikuje". Akurat!!!! Pokazuje łapką i chrząka. I dostaje to, o co prosi. Zresztą ja zaczęłam mówić w wieku trzech lat. Może on też. Pozdrawiam.
-
Gość: magda, *.versanet.de
2011/11/24 11:39:20
Opowiem Wam bajkę. Powiedziałam mojemu synowi, że istnieje smoczkowa wróżka, która wymienia smoczki na zabawki. Ale na zawsze. Dziecko sklęło zdzirę ile wlezie i zakazało jej wstępu do domu. Ale wieczorem spytało, czy by ona ew. zamieniła się za zdalnie sterowane auto. On za to odda _wszystkie_ smoczki. Zgodziłam się w imieniu. Wystawiliśmy smoczki na balkon wraz ze specyfikacją techniczną zamiennika, no i młody nas o wpół do piątej wyrwał ze snu, że zadziałało. Auto jest.
Od tamtej pory nigdy więcej nie wspomniał o smoczku!
Jego brat takoż, później. Ale przyznać trzeba, że oni starsi byli.
A że zgryz się od smoczka psuje, to podobno mitologia. Już paru lekarzy (i logopedów) nam to powiedziało. Że kiedyś tak uczono, a teraz tak nie uczo. Taż mleczne zęby korzeni nie mają.

dana_meadbh: uciekać. Znaleźć innego. Istnieją też dobrzy logopedzi. Srsly, osoba mówiąca o dziecku "niedorozwinięty" nie powinna mieć z nim kontaktu. Mój młody nie mówił do 4. roku życia i nikt żadnej tragedii nie robił. Teraz chodzimy do pani, którą młody kocha nad życie i codziennie pyta, czy wreszcie już dziś..?! A jak się raz zrazi, to zdrastwuj.
-
Gość: Wiewi00ra, *.dynamic.chello.pl
2011/11/24 12:32:06
Ehhh, makijaż mi się ze śmiechu rozmazał. A to rzecz poważna, jak się ma noworodka w domu i na make up czasu niewiele! Dzidek wymiata!
-
2011/11/26 16:22:04
U nas wciąż smok rządzi do spania. Ale o dziwo - tylko w domu. W żłobie podobno NIGDY nie chciał. Weird stuff, man... Non stop się zbieram, żeby ten romans zakończyć, ale to albo infekcja, albo wyjazd (wiadomo, żeby dzieciakowi stresów nie mnożyć), albo taka jestem zwalona przed weekendem, że nie potrafię memu domostwu na własne życzenie zafundować co najmniej jednej bezsennej nocy. Btw, co Wy z tym logopedą? Jakieś wskazania, czy wszyscy tak powinni? Pytam, bo my... No wiesz... Nigdy... ;)
-
czula_b
2011/11/27 16:11:34
@ dana - no właśnie, chłopaki w ogóle później się werbalizują, byle facet zdążył do ślubu zacząć mówić, bo inaczej, jak powie TAK?
@ magda - pomysł fajny, ale dzieciak musi już rozumieć ideę bajki i umieć jej wysłuchać. Junior na razie za mały na akcje typu Cała Polska czyta dzieciom. Ale dla starszych - imho bardzo fajny patent!

@ Wiewi00ra - Dzidek wymiata! Orajt! To byłby świetny podtytuł do tego bloga, ale nie wiem, czy nie będzie zbyt megalomańsko :) Anyway, strzał w dychę, hehe, dzięki!

@ Fiona Apple - Korzystamy z NFZetowego programu pilotującego maluchy, w którym jest psycholog i logopeda raz na parę miechów. Ja to myślę, że warto czasem pokazać dzieciaka, bo właśnie powie Ci, że ma krzywy ryj od smoczka (lekarz w Medicoverze nie ma obiekcji). Podobnie jak z ortopedą - prywatny kazał przyjść za rok, a enefzetowy zauważył, że mógłby Junior lepiej nogi stawiać na zewnątrz i kazał to kontrolować, nie za rok, a za 2 mce. To nie żałuję, że chodzę po doktorach. I pozdrawiam ze sceny cały NFZ. Kocham Was, kochani!
-
Gość: ola, *.cdma.centertel.pl
2011/11/27 21:21:21
Przeczytałam notkę, wylazłam z sypialni i poucinałam. Dzisiaj 3 nocka bez smoka, sama nie zdecydowałabym się tak drastycznie. Młoda w styczniu 3 lata kończy. Ha, ha bez smoka będą urodzinki!!! Dzięki wielkie za inspirację.
-
czula_b
2011/11/28 14:02:06
@ Ola - i co, i co? jak poszło? :))))
-
Gość: ola, *.cdma.centertel.pl
2011/11/29 21:27:57
Poszło o niebo lepiej, niż przewidywaliśmy. Zbudziła się 2 razy! 2! Powiedzieliśmy, że to Hepi, nasz pies szczeniaczek zjadł gumki. Uwierzyła, bo puzzle tez jej podjada i klocki. Od piątku wspomniała ze 3 razy, raczej żaląc się na Hepusia. Aha! najważniejsze! Buźka jej się nie zamyka, jak baba na targu gada, non stop. A tez mieliśmy problem, gadała nieźle, ale... Składaliśmy wszystko na karb dwujęzyczności, niesłusznie, bo od piątku (aż trudno uwierzyć, ale mam świadków) poprawa znaczna. Dzięki za inspirację i bodziec.
" />
Projekt Junior

Promote Your Page Too