od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009
Blog > Komentarze do wpisu

O poradnikach dla rodziców i łzach ronionych nad błedami, których ofiarą jest Junior

Znacie to uczucie, kiedy się trochę czegoś boicie, więc odsuwacie to od siebie, spychacie na dolną półkę pamięci, dystansujecie się i podskórnie uciekacie? Prokrastynacja, ucieczka, wyparcie.

Podchodziłam do tej książki ze 3 razy.

Phi! To nie dla mnie. Nie potrzebuję poradnika, w końcu Junior jest jak ajfon, bardzo intuicyjny i nikt, ale to nikt, nie ma na patentu na optymalizację różnych zawartych w nim aplikacji. A jeżeli już w ogóle ktoś, to najpewniej ja. Nie będę wspierać się na autorytetach zewnętrznych w kwestiach bardzo wewnętrznych.

Phi! To na pewno bardzo radykalne podejście, nie będę przecież uprawiać ani grządek, ani guerilla parentingu, najważniejszy jest zdrowy rozsądek, nie mam zamiaru pchać ideologii na sztandary i wymachiwać nimi nad miseczką kaszy Juniora, choćby miała być to kasza jaglana z klarowanym masłem, które i tak wciąga, a raczej ja wciągam, a on ma za złe.

Phi! Junior jest już za duży, żeby uczyć go od podstaw. Było, minęło, przepadło. Nie będę czytać o porodach rodzinnych i chustowaniu, skoro Junior już urodzony i sam łazi. To dobre dla debiutantek! Mi się udało Juniora przez blisko 2 lata hodować w dobrostanie i pełnej euforii, a poradnik pewnie jest dla nieporadnych, czyli nie dla mnie. Phi!

No ale poszłam tam w końcu i idąc od razu wiedziałam, jak to się skończy.

Poszłam do empiku w najwygodniejszych ciuchach, bez makijażu, z gotówką. Usiadłam po turecku, najwygodniej, zbudowałam strefę komfortu, żeby nikt mi nie właził i nie rozpraszał. Kupiłam największą kawę, z kilogramem bitej śmietany i furą słodkiego syropu, który mnie miał pokrzepić. Bo od rana wiedziałam, na co się zanosi.

Siedziałam, kartkowałam, chlipałam.

Pan obok zatopiony w Wallanderze spojrzał na mnie, że idiotka pewnie jakiś romans czyta i ryczy albo jakąś poezję i się wzrusza, dziewczyna. A to Polska matka poradnik czyta i łzami się zalewa.

Bo ajpierw zrobiło mi się bardzo smutno, potem przykro, a potem kap, kap, kap, z odtuszowanych rzęs ciurkiem leciały łzy na karty, w których opisano to wszystko, czego z Juniorem nie zrobiłam.

Trochę nie wiedziałam, że można. Albo że warto. Albo że trzeba bo to dobre dla niego i obiecujące, przyszłościowe.

A trochę się bałam, bo wygodniej iść utartą ścieżką, prosto do supermarketu, a nie na biobazar. Wygodniej wywalać tony pampersów, zamiast prać pieluszki wielorazowe. Wygodniej dać dziecko mężowi do noszenia, niż się samej okutać chustą, choćby to było nasze bebelulu, kurde i sami wiecie, że próbowałam. Wygodniej pytać psychologa, kiedy pędrak zacznie wreszcie mówić, niż samej zmagać się z bobomiganiem. Wygodniej polegać na medykalizacji i dyżurnej położnej, niż asertywnie bronić przemyślanego planu porodowego. Wygodniej nie wiedzieć.

Siedziałam, czytałam, beczałam. Z żalu, że nie wiedziałam, że mnie ominęło, że Juniora ominęło. Że przy całej wielkiej ku niemu miłości, nie przygotowałam jego lądowania i pierwszych adaptacyjnych chwil w nowym świecie tak, jak na to zasługuje, czyli najlepiej na świecie.

I strasznie mi się go zrobiło żal. I że jestem złą matką. Że go skrzywdziłam. Sąd też orzeka o winie i wymierza karę, za coś złego, co zrobiło się przez zaniechanie, prawda?

I obiecałam sobie, kap, kap, że jeżeli kiedyś będzie nowa edycja projektu, taki Junior 2.0, to jak woła Kult, wszystko będzie inaczej, wszystko będzie odwrotnie. I wytarłam łokciem pomoczone od łez ośle rogi i czytałam dalej, na zmianę samobiczując się i utwierdzając w sile matczynej intuicji. Bo pointa tej książki jest taka, albo raczej chmura tagów do niej: komunikacja, dialog, więź, skupienie, intuicja, reakcja, uwaga, uwaga, uwaga.

*     *     *

Spotykam się z przyjaciółką. Rozmawiamy o rzeczach ważnych, fundamentalnych, cudownie błahych i zupełnie nieistotnych - a wszystko bardzo więziotwórcze, spajające, inspirujące.

- I wiesz, i ja ci muszę powiedzieć, bo ja taką książkę czytałam i tam dziewczyny piszą o takim patencie, że wiesz, wlewasz wodę, wsypujesz paprochy różne takie, sznurek dajesz i wiesz, za okno, jak jest mróz, albo do zamrażarki ...

- ... no, no, ja też ostatnio coś takiego widziałam, wiesz, książka taka jest, wygląda na radykalną, a jest bardzo fajna i życiowa taka, dużo pomysłów i zdrowego rozsądku i wiesz, zastanawiam się, czy ją kupić, ale chyba tak, bo sensowna jest i tak sobie myślę...

- ... no, no, w tej mojej też, wiesz, dużo spokoju jest, takiego życiowego, bez przeginania, dobre, łagodne podejście, cierpliwość, spokój i dystans, zen, mówię ci...

- ... no, a w tej mojej to też, bo można się zrazić tytułem, że to tylko dla kasty zwariowanych rodziców jakichś, ale to bardzo pożyteczna książka, taka normalna, wiesz....

No i rozmawiałyśmy o tej samej książce, oczywiście. "Great minds think alike."

A potem poszłyśmy, niezależnie, spotkać się z autorkami i powiedzieć, że im się książka udała. I że choć to macierzyństwo, zwłaszcza u debiutantki, może czasem kulawe takie i niebezbłędne, to jednak mama da radę. I że poradnik im wyszedł nieganiący, nieprzemądrzały, ale podszeptujący taki, dzielnie towarzyszący, nienachalny.

I pełen inspiracji na przyszłość, bo to można jeszcze wiele nadgonić.

Bo choć Junior urodzony, trochę odchowany, to jeszcze wszystko przed nami. Jak to w życiu.

wtorek, 29 listopada 2011, czula_b

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/11/29 12:13:20
No to czuję się namówiona;) a miałam jej nie kupować!
-
2011/11/29 12:59:24
A ja nie jestem i nie chcę być taką eko-mamą, jak Reni Jusis. Marnie to wszystko u niej wygląda, jak się poskłada do kupy, z resztą też nie traktuje dzieci indywidualnie. Pieluchy wielorazowe się pierze - co to za bonus dla środowiska? Są dzieci, które nie tolerują chust - po co wmawiać matkom, że jeśli nie noszą, to coś je omija? Plan porodowy w moim przypadku nie zadziałał zupełnie, aktywny poród i prysznice i to wszystko orgazmiczne - wielka ściema (przez co czuję się oszukana przez te panie, co o tym głoszą, a ja jakoś nie mogłam tego przeżyć). Biobazar? A gdzieś jest coś takiego? Nie wystarczy kupowanie lokalnych marchewek, a nie z importu? e. to nie dla mnie. Ani teraz, ani przy żadnym następnym. Choć zapewne z części rzeczy bym się zgodziła.
-
mama.toli
2011/11/29 13:09:53
to teraz ja się wzruszyłam :))
-
2011/11/29 16:10:35
Byłam raz na szkoleniu z taką eko-matką, kobita na dzień przed porodem drugiego. Siłą rzeczy nastąpiło porównywanie doświadczeń i okazało się, że pampersów taka eko też używa, bo trudno zwinąć eko pieluszkę z pachnącym kupakiem do torby u lekarza lub na wizycie, problemy z odpieluchowaniem eko-matka ma gigantyczne a tarcie eko-marchewek dprowadza ją już do płaczu. Odpuściłaby ale nie wypada.
W ogóle te wszystkie parentingi to dla mnie ściema.
A ty czula_b weź nie przesadzaj. Złą matką być to sztuka, chyba nie masz nawet pierwszego poziomju wtajemniczenia ;-)
-
Gość: dana_meadbh, *.spray.net.pl
2011/12/01 06:51:59
Bycie eko kosztuje. Jak dla mnie zbyt wiele. Przy trójce dzieci kupowanie marchewki po 17 zł za kg to fanaberia. Myślę, że trzeba zachować zdrowy rozsądek. Plan porodu szlag trafił, bo okazało się, że dwa razy musiałam mieć cesarskie cięcie, mimo że tego nie chciałam.
-
Gość: mama 4, *.stargardszczecinski.vectranet.pl
2011/12/02 16:51:41
marchewka po 17 za kg to jakaś ściema .Nie lepiej sobie samemu wychodować ja mam działke pory marcewki pietruszki borówki i co roku ok4 litrów soku z malin na zimę wyciskanego ręcznie przez pieluchę
-
Gość: Safira, *.adsl.inetia.pl
2011/12/02 18:38:03
ja kupuję eko marchewkę za 3,50 w supermarkecie, który ma ofertę eko lub na bio-bazarze, który mam niedaleko w każdą sobotę. nie wydaję kosmicznych pieniędzy na żywienie a dzięki zmianie nawyków żywieniowych pozbyłam się alergii a mój mąż nie bierze sterydów od dawna :) wszystko dla ludzi. z dystansem i rozsądkiem :) wolę kaskę wydać na zdrowe i pyszne jedzenie niż na lekarstwa...
-
czula_b
2011/12/05 12:55:48
@ luliluli - ja też miałam nie kupować, podchodziłam jak pies do jeża. a jednak! warto wyjść poza stereotypy! :)
<br/>
<br/>@ expecting - to zawsze jest trudne. ale to też jakiś pomysł, nie tylko na macierzyństwo, ale i na życie. fajnie o gotowaniu w tym duchu piszą w niezbędniku polityki.
<br/>
<br/>@ mama.toli - ojtam, ojtam :))
<br/>
<br/>@ very_bad_mother - no to akurat bardzo miły komplement jest! :DDD
<br/>
<br/>@ dana_meadbh - kosztuje cholernie. grunt, to nie dać się zwariować chyba. najgorsze są delikatesy typu organic, ktore maja wszystko, ale z potworną marżą
<br/>
<br/>@ mama - racja! ale jak ktoś nie pomyślał o takim soku zawczasu, jak były owoce, to teraz tylko siąść i płakać.
<br/>
<br/>@Safira - bio-bazar wymiata! żałuję, że odkryliśmy go tak późno!
<br/>
<br/>@ all - dużo ludzi polubiło tego posta, widać książka się podoba! :D
-
Gość: MatkaPolkaUK, *.15-1.cable.virginmedia.com
2011/12/06 15:11:55
Expecting jak sie komus nie chce podjac dodatkowego wysilku to zawsze wymysli stado wymowek zeby skreslic nowa teorie. Tekst z praniem pieluszek zalosny, eko mamy piora ekologicznie. Plan porodu - nie wystarczy do napisac i schowac, do porodu trzeba sie przygotowywac, nei od parady ciaza trwa 9 miesiecy, nikt mi nie wmowi ze nie znalazl czasu na poszukanie dobrej szkoly rodzenia, rozwazenia porodu z doula. Jesli ci sie nie chce, nie musisz byc eko, ale nie dorabiaj ideologii, powiedz po prostu - nie chce mi sie.
-
Gość: mamax2, 91.208.72.*
2012/01/09 14:51:29
Ściskam serdecznie wszystkie eko i industo matki :). Niech każdy robi tak, jak mu serce podpowiada - ja czytałam przed godz. 0 Język niemowląt i Sekrety niemowląt i wszystko, co tylko mogłam, żeby być Hero. Tera to już nawet nie mam czasu na czytanie programu TV, zresztą nie ma po co bo TV obejrzeć też nie ma kiedy :D. Pakuję tyłki w pampersy, mleko z proszku, ekologicznie produkowane hehehe..., moja matka ubolewa, że makaron suchy na obiad a dlaczego nie z mięskiem, ona po mięsko w kolejkach stała i jak jej u wnuków nie ma to na pewno owoców nie jedzą.... cóż, niech się realizuje, ja sie od 2go roku życia wychowywałam u dziadków to przynajmniej ten etap sobie odbije (nie, nie mam żalu i nie mówię tego głośno, żeby jej przykro nie było - lajf is lajf). Bajkoczytacza kupiliśmy, kreskówki załączamy, chodzimy na spacery, zeby wietrzyć, ciuchu ze szperlinga, żeby koncernów nie napędzać... Jakie to wszystko ma znaczenie - nasze dzieci i tak nie będą pamietały niemowlęcych body z 2go obiegu, wątroby im na całe życie mlekiem nie uszkodzimy - same sobie załatwią sprawę papieroskami i winkiem na szkolnych wycieczkach. Najważniejsza jest nasza miłość, wsparcie i to, żeby one zawsze wiedziały, że mogą na nas liczyć. Everything I do, I do it for you :), najlepiej jak potrafię Synku i Córeczko. Sorry, wasza mama.
-
Gość: Maksia, *.herbapol.pl
2012/07/13 10:03:59
Ja również zaczęłam powoli wtajemniczac się już po urodzeniu syna i też płaczę od czasu do czasu. Z drugiej strony tłumaczę sobie, że przez tyle lat dzieci wychowywały się bez "ekomody" i żyją, są zdrowe, mądre i wykształcone. Nie robimy im krzywdy. Poza tym naturalnie nie zawsze znaczy zdrowo, często nie wiemy gdzie znajduje się taka ekouprawa (przy autostradzie?), wody gruntowe mogą być zanieczyszczone, kwaśne deszcze...itp. Nic nie jest superbezpieczne. Co z tego, że orzechy piorące, jak pralka potrzebuje energi - chyba że mamy ją z wiatru lub słońca. Ja robie dziecku pranie 1 x tydzień. Zasypiać i spać z dzieckiem? Czasem tak, ale preferuję spędzać wieczory z mężem, częsty seks i co parę dni dobry film przed snem. Staram się jednak wyciągać z ekoporad jak najwiecej stosując sito zdrowego rozsądku.
Pozdrawiam :)
" />
Projekt Junior

Promote Your Page Too