od koncepcji, poprzez kreację, aż po implementację, est. 2009
Blog > Komentarze do wpisu

Akcja komunikacja, czyli Junior werbalizujący a kwestia obuwnicza

Dziecina locuta, causa finita! Koniec z domysłami, teraz wchodzimy na drogę prostej komunikacji, bez zniekształcających szumów, zgadywanek i aluzji. Dzidek definitywnie wszedł w fazę komunikacji werbalnej. Ale czy myśmy do niej dorośli?

Słowo to słowo, można na nim polegać. Junior przemawia do nas lapidarnie, nie traci czasu na mielenie ozorem, a jego słowa nie pozostawiają miejsca na zbędne dywagacje i domysły. Tak, nie, nie ma, nie, nie, nie, nie! Wyhodowaliśmy nie tyle żmiję, co egzystencjalnego nihilistę na własnym łonie.

Wychodziliśmy późnym popołudniem z Dzidkiem z Lenivca, gdzie KAŻDE z nas wypiło kawę i zjadło wielkie ciastko. Pożywieni wychodzimy w ciemność, biorąc go każde za jedną kończynę górną, podnosząc go na raz. Leci Dzidek ponad kałużami, ponad pękniętymi płytkami, przelatuje z rozpostartymi łapkami, ląduje bezpiecznie, śmieje się, też się do niego śmiejemy, emanacja rodziny, znów katapultujemy go pod niebo, znów ląduje. Ale teraz nagle ryczy.

- Nieeeeeeeeeeeeeeeeee!

- No co synu, nie rycz już, wrócimy tu za parę dni, nie ma co beczeć!

- Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeee! Nie nie nie! Nieeeeeeeeeee!

- Kochanie, ogarnij się no, w porząsiu wszystko, idziemy, no raz, raz!

- Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ożywiona tą gawędką droga mija dosyć prędko. Ale nie wiedzieć czego Junior robi nam avanti na całe miasto, protestuje i wije się jak Piskorski.

Docieramy w spazmach do samochodu, ładujemy Dzidka do auta. Okazuje się, że nie ma jednego buta. Zgubił go, posiał, utracił. Jak ten przysłowiowy szewc.

M. upina wrzeszczącego po stracie Dzidka w foteliku, ja wracam pod knajpę w poszukiwaniu rozmiaru 22, jak ten książę od Kopciuszka. Zauważam, dobiegam, ruch na skrzyżowaniu zatrzymuję, żeby mi tylko nie rozjechali, bo straci fason i będzie płaskostopowy, podnoszę, dziecko obuwam, uśmiech dziecka szczęściem narodu, bo oto Junior uspokojony już, zadowolony, uszczęśliwiony, śmieje się rżąco.

Wsiadamy do auta w ciszy, dociera do nas, żeśmy wlekli dziecko przez gąszcz śródmiejskich skrzyżowań, po ciemku, po zimnemu, w jednym bucie tylko, że druga stopa dotykała zmrożonego bruku i zamarzniętych kałuż. I wołał nas nasz syn, protestował, mowy naszej polskiej używał, starał się nas alarmować w naszym, dorosłym języku, wysilił się komunikacyjnie, porzucił body language i dziecięce monosylaby, po polsku do nas przemawiał, nie bez wysiłku, a myśmy go zignorowali i zafundowali dreptanie bosą stopą po mrozie.

No, ale w końcu braliśmy go też za ręce i ziuuuu, do góry, przefruwywał więc połowę drogi, albo i więcej. Czyli jednak zoptymalizowaliśmy naszą strategię kontaktu ze szkodliwymi warunkami pogodowymi, bo tylko połowę drogi kroczył na boso, a resztę przelatywał. Czyli oszczędziliśmy mu dyskomfortu. Czyli jesteśmy wspaniałymi rodzicami. Czyli zasługujemy na kolejne ciastko. I w ogóle to wcale nie było tak zimno.

Kiedy kilka dni później, nie bez sapania, założyłam Dzidkowi obydwa zimowe buty i znowu protestował, przyjrzałam mu się uważnie i pochyliłam nad jego problemem. Nie dostrzegłam jednak takiego i wyszliśmy na spacer w korowodzie wrzasków. Po spacerze okazało się, że buty były jak u Kayah - prawy do lewego. Wykumał to Junior, alarmował, a matka znowu nic.

Wnioski są trzy.
Po pierwsze, dziecko jest jak Cyganka, prawdę ci powie, trzeba tylko starać się w nie wsłuchać.
Po drugie, jest jak Trinny i Susanah - dobrze wie, jak się nie ubierać, zwłaszcza, gdy mordujesz je wciskając lewy but na prawą nogę.
Po trzecie, Międzynarodowy Zlot Morsów w Mielnie już w ten weekend! Czy jest tam kategoria ... Junior?

 

 

 

piątek, 10 lutego 2012, czula_b

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/10 19:46:59
Pokażę Miśkowi, pokażę mu tę notkę! Bo on twierdzi, że tylko JA mogłam dziecięciu swemu prawy na lewego założyć i odwrotnie. A to nie tylko ja. Mama Juniora tyż winna. Ha!
PS. Tylko raz mi się zdarzyło. Raz jedniusieńki. Za drugim zauważyłam zaraz po założeniu, więc się nie liczy.
PS2. Pozdrawiam milcząco.
-
2012/02/15 09:57:14
Uwielbiam uwielbiam uwielbiam:)))
-
Gość: basia, *.dynamic.mm.pl
2012/02/16 15:04:55
he, he, mój młody też na wszystko nie i nie i nie. a później to już czlowiek nie słyszy tego nie i właśnie takie sytuacje się zdarzają :)
-
czula_b
2012/02/24 23:04:57
fiona! ale news! ja tu trochę zapóźniona blogowo jestem, teraz wejszłam na Twój post cichodniowy i co ja paczę! :) ja Ci gratuluję po prostu i kciuki trzmam! :DDDDD
-
jan.szczepan
2013/11/19 13:43:00
Ale to fajne - zawsze chciałem tego spróbować...ale odwaga gdzieś się wtedy chowa :)
" />
Projekt Junior

Promote Your Page Too